Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania prophet's song, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania prophet's song, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 października 2013

The Prophet's Song - na szczytach Primera Division oraz Bundesligi 2013/14

O ile w Anglii zapowiada się ostra walka pomiędzy co najmniej pięcioma zespołami, to w pozostałych najmocniejszych ligach ich liderów dzieli od pozostałych zespołów przepaść związana zarówno z potencjałem zawodników, jak i nastawieniem psychicznym pod tytułem "z nimi i tak nie mamy szans".

Hiszpania

Pomimo zaskakującego początku, to gdy spojrzymy na tabelę na koniec sezonu, urzucie deja-vu będzie przejmujące. Pierwsza trójka w składzie Barcelona, Real i Atletico jest poza zasięgiem rywali. Ale i wśród tych zespołów różnice będą duże - uważam, że może to być nawet 8-12 punktów. A kolejność będzie taka:

1. Barcelona

Po druzgocącej porażce z Bayernem całe mnóstwo sportowych "ekspertów" stwierdziło jednoznacznie i dobitnie, że to już koniec Barcelony. Opinie takie są jednak dla mnie równie wartościowe co finansowe plany Rostowskiego, a wspomniani eksperci to jak dla mnie duchowi bracia muzycznych krytyków twierdzących, że Metallica skończyła się na "Kill'em All". Barcelona w żadnym razie się nie skończyła - po prostu wyczerpała się pewna taktyczno-mentalna konstrukcja. Potrzebna była świeża krew i nowe spojrzenie na kluczowe aspekty gry Barcy, a człowiekiem, który ma odświeżyć organizm zespołu został Martino, co - pomimo jego sporych osiągnięć - było jednak mocno zaskakujące. Ale myślę, że wybór ten może się okazać naprawdę strzałem w dziesiątkę - Martino pewnie będzie chciał wprowadzać zmiany dość płynnie, więc o ile na początku mechanizm może nieco szwankować, to w najważniejszym momencie sezonu, gdy będzie się rozstrzygać Liga Mistrzów - gra Barcelony powinna być już w wersji update'owanej. Trener od początku mówił, że będzie chciał przyspieszyć grę i szybciej przenosić piłkę bliżej bramki przeciwnika. Jeśli uda mu się dokonać zmiany w mentalności zawodników Bluagrana (a myślę, że da radę), to Barcelona bezproblemowo wróci na szczyt. Bo wystarczy do tego tak naprawdę po prostu... powrót do właściwej tiki-taki, bo to jest nadal broń o niesamowitej wręcz sile rażenia. Podkreślić trzeba słowo "właściwa", bo to co oglądać można było wielokrotnie w ostatnim sezonie, to była tiiikiii-taaakaaa. "Oryginalna" tiki-taka opiera się na szybkich podaniach, rewelacyjnej technice oraz ciągłej zmianie pozycji, przy czym - sprawa kluczowa - musi się to odbywać w okolicach pola karnego przeciwnika. Tak to wyglądało w pierwszych sezonach Pepa Guardioli, a potem stopniowo wszystko zaczęło zwalniać oraz oddalać się od szesnastki przeciwnika, przeobrażając się w ślamazarną i nie generującą zagrożenia wymianę podań, o wyłącznie statystycznym znaczeniu.* Jeśli uda się powrócić do tiki-taki we właściwej formie oraz przygotować plan B, w przypadku, gdyby ona zawodziła, to stawiam na powrót na szczyt zarówno w lidze, jak i w Lidze Mistrzów - w obu przypadkach z przytupem. Największe zagrożenie widzę bez dwóch zdań w obronie, gdzie przy spadku formy Pique oraz wieku Puyola, sytuacja jest mocno niepewna. Szkoda, że zamiast 50 mln na Neymara nie wydano 15-20 mln na dwóch klasowych obrońców. Ale tak czy siak: miejsce pierwsze w lidze i tytuł w Champions League.

2. Real Madryt

W dawnych czasach dla Realu miałem duży szacunek - tacy gracze jak Hugo Sanchez (ech, te jego przewrotki), Butragueno czy Hierro, to była wielka klasa, a poza tym bardzo mi się podobało, że zespół tak chętnie sięga po wychowanków. W pewnym momencie jednak klub diametralnie zmienił podejście i skupił się na pozyskiwaniu zawodników topowych, zapominając o tym, że na boisko wybiega jedenastu zawodników, którzy muszą być drużyną. Zakup Bale'a jest tu naprawdę symptomatyczny i w mojej opinii będzie największą porażką w historii piłki nożnej, uwzględniając oczywiście poniesiony wydatek. Styl gry Walijczyka jest przecież w wielu punktach zbieżny ze stylem Ronaldo - obaj uwielbiają mieć przestrzeń, aby się rozpędzić, obaj mają potężny strzał z dystansu, wielką wytrzymałość i świetną technikę. Zupełnie nie widzę sensu w tym transferze, szczególnie, że w jego efekcie Madryt musiał opuścić Özil, a kwota zakupu urąga wszelkim standardom - nawet chorym finansom w futbolu - oraz logice. Gdzieś przeczytałem, że Neymar i Bale to idealne zakupy dla Barcelony i Realu, ale kompletnie się z tym nie zgadzam, ba, uważam, że zdecydowanie lepiej dla obu drużyn byłoby, gdyby zakupy zostały "odwrócone". Wtedy obaj zawodnicy daliby większą wartość dodaną swoim zespołom, a ich styl gry byłby swego rodzajem planem B. Pełnemu dynamiki Realowi Neymar dałby wirtuozerię techniczną w okolicach pola karnego, a Bale dałby rozwlekłej grze Barcelony kopniaka dynamiki i siłę fizyczną. Całe szczęście, że inne ruchy transferowe są znacznie ciekawsze i lepiej rokujące - szczególnie kupno Isco oraz Illarramendiego to powinna być świetna inwestycja na najbliższe kilka lat (mają odpowiednio 21 i 23 lata). Udało się też nieco przeczyścić ławkę - przede wszystkim nie ma Kaki, którego zakup był największą porażką finansową w historii (zakup i pensja), sprzedano także Albiola, Pedro Leona i Callejóna (nigdy nie grali na oczekiwanym poziomie), a Carvalho skończył się kontrakt. Za piękną sumkę odstąpiono także Napoli Higuaina - ruch dobry, bo choć Argentyńczyk gole strzelał, to nie był kaliber dla Realu, szkoda tylko, że nie kupiono nikogo w to miejsce - szczególnie wobec słabej postawy Benzemy (znów wraca temat 100 mln wydane nie tam gdzie trzeba). W sumie indywidualne umiejętności zawodników są bardzo duże i na pomniejszych rywali to wystarczy, ale myślę, że w lidze skończy się 10 punktów za Barceloną, a w LM - ćwierćfinał, może półfinał, jeśli w 1/4 rywal nie będzie zbyt mocny.

3. Atletico Madryt

Zespół rozpoczął z wielkim impetem, ale w dłuższym okresie nie dotrzyma tempa zespołów wyżej wymienionych. Choć bardzo bym im życzył wyprzedzenia Królewskich, to na pewno to nie wystąpi. Diego Simeone w czasach, gdy jeszcze biegał po murawie był niezłym zadziorem, w dodatku bardzo inteligentny i te cechy udało mu się przenieść na prowadzony zespół. Atletico gra ostro i bez pardonu, ale nigdy nie ma w tym chaosu - wszystko jest odpowiednio poukładane. Co do pozyskanych zawodników, to bardzo liczę na Davida Villę - po wypełnionych kontuzjami latach w Barcelonie myślę, że tutaj powinien odżyć. Do wieku emerytalnego jeszcze mu daleko (31 lat), a że w tym roku Mundial (a tytuł ME mu umknął przez kontuzje), to stanie na głowie, by zasłużyć na powołanie. W sumie trzecie miejsce, a w Lidze Mistrzów doszarpią się do ćwierćfinału.

Jakieś 5 punktów za Atletico zaczną się meldować kolejne zespoły.

* Notabene ta sama choroba toczy reprezentację Hiszpanii, która w meczach ME grała przeważnie właśnie tiiikiii-taaakęęę. Ale magia w drużynie nadal jest - wystarczyło dwukrotne wrzucenie odpowiedniego trybu w finale z Włochami, aby ich znokautować - przy golach na 1-0 i 2-1 było właściwe tempo rozgrywania akcji, w trakcie których Hiszpanie przemieszczali się tak, jakby pochodzili z innej rzeczywistości, gdzie czas płynie dwa razy szybciej.

Bundesliga

1. Bayern Monachium

Przewaga nie będzie tak wyraźna jak w zeszłym sezonie, ale będzie to spokojnie miejsce pierwsze w lidze, a w LM - półfinał. W poprzednim sezonie Heynckes stworzył niesamowite połączenie - do 55% solidności, fizycznej twardości i wydolności, dołożył 45% wirtuozerii, widocznej głównie na niestrudzenie śmigających bawarskich flankach. Robben i Ribbery zajmują czołowe miejsca na mojej liście najbardziej nielubianych zawodników, a temu pierwszemu przyznałbym także mało zaszczytny tytuł "Najlepszego zawodnika, z którym nie chciałbym grać w zespole/nie kupiłbym do zespołu", ale obaj to najwyższa klasa światowa, a dodatkowo świetnie się uzupełniają (bo to różna charakterystyka - w przeciwieństwie do Bale i Ronaldo). Z uwagi na Heynckesa, który niesamowicie poukładał tą drużynę, a potem został zmuszony do odejścia na emeryturę, życzyłbym sobie, żeby ten sezon był dla Bayernu porażką na całej linii, ale z pewnością tak nie będzie. Pep z pewnością przesunie akcenty w grze i teraz będzie 55% wirtuozerii i 45% pracy fizycznej, co mając na uwadze tegoroczne nabytki - Götze oraz Alcántarę - powinno udać się całkiem płynnie. Obawiam się jednak, że - jak w Barcelonie - będzie naciskał na mnożenie podań (uwielbiam tiki-takę, nie cierpię jednak patrzeć jak zawodnik A, podbiega do zawodnika B i obaj wymieniają 5 czy 6 podań do siebie - jest to irytujące przelewania z pustego w próżne), choć z plusów - Bawarczycy powinni jeszcze lepiej wychodzić spod pressingu (czasami sposób w jaki Barcelona uwalnia się spod pressingu na własnej połowie jest bardziej niesamowite niż montowane przez nią pod bramką przeciwnika akcje), a sami będą pewnie jeszcze agresywnie atakować na połowie rywala. W sumie będzie więc bardzo dobrze, ale jednak nieco gorzej niż w zeszłym roku. W Bundeslidze nadal pierwsze miejsce, ale z mniejszą przewagą, a w LM - półfinał.

2. Borussia Dortmund

Utrata Götzego była dużym ciosem dla Borussi, ale mądre zakupy zespołu sprawią, że strata ta nie będzie mocno odczuwalna. Oczywiście po jednym hat-tricku trudno robić z Aubameyanga megagwiazdę, ale jest to naprawdę dobry i rozwojowy zawodnik, a Mkhitaryan jest jeszcze lepszy. Co do "naszych" w zespole, to pomimo całej "operomydlanej" otoczki wokół Lewandowskiego, nadal będzie on skuteczny i swój woreczek goli uzbiera. Błaszczykowski też będzie robił swoje, choć pytanie czy nie utknie głębiej na ławce rezerwowych - obawiam się, że Klopp będzie stawiał raczej na trójkę Sahin-Mkhitaryan-Reus, a Kuba będzie wchodził, żeby rozhulać drużynę w drugiej połówie. Piszczek na razie się leczy, ale będzie mocnym punktem zespołu. W sumie sezon z nieco większą ilością punktów, ale i tak miejsce drugie. W LM - półfinał.

Reszta ligi o lata świetlne za tą dwójką, ze stratą minimum 10 punktów.

środa, 2 października 2013

The Prophet's Song - Premier League w sezonie 2013/2014

Ten sezon w Premier League zapowiada się na jeden z najbardziej interesujących w ostatnich latach. We wszystkich drużynach z topowej piątki miały miejsce mocne przetasowania i to nie w przypadku tego "kto będzie wygrzewał trzecie miejsce od prawej na ławce rezerwowych", ale odnoszące się do najważniejszych funkcji w zespole. Wprawdzie sezon ruszył już chwilę temu, jednak dla mnie wiele to nie zmienia - zresztą w ogóle uważam, że mania dziennikarzy (pseudodziennikarzy właściwie) do prezentowania w swoich tekstach skrajnych opinii po jednym wygranym/przegranym meczu jest śmiechu warta. Przed piłkarzami mnóstwo meczy, mnóstwo czasu, aby wspiąć się na szczyt lub z niego spektakularnie spaść, a to wszystko ze zbliżającym się Mundialem w Brazylii w tle.
Oto jak widzę tabelę na koniec sezonu.

1. Manchester City

O ile United zwykle ugrywają więcej niż to wynika ze składu, to City ugrywają mniej. Od kiedy w fotelu właściciela rozsiadł się Mansour bin Zayed Al Nahyan, to murawa, ławka rezerwowych, a nawet co poniektóre miejsca na trybunach zajmują zawodnicy, którzy gdzie indziej graliby pierwsze skrzypce. Z najcenniejszych nazwisk nie stracili w przerwie między sezonami nikogo (z Tevezem to w sumie od dawna nie było wiadomo kto tu kogo nie chce), a doszli Navas (jak się ucieszyłem widząc nagłówek "Navas w Manchesterze!", bo myślałem, że chodzi o United. Ech...), Fernandinho, Negredo, Demichelis, no i Jovetic, któremu wieszczy się wielką karierę. Poza Demichelisem - wszyscy w szczycie kariery lub w fazie eksplozji talentu. Jak dla mnie, jest to na papierze zdecydowanie najmocniejszy zespół ligi - kilkunastu bardzo dobrych lub świetnych zawodników o odpowiednio zróżnicowanym stylu gry, by móc ich dopasować do przeciwnika. Można postawić albo na przemieszczających się w tempie światła mikrusów Navasa, Silvę i Aguero, albo na mocnych fizycznie Negredo i Dżeko, albo wymieszać ich między sobą. A przecież są tu jeszcze box-to-boxowy Fernandinho, Jovetic czy też niewspomnieni Nasri, Garcia czy wytrzymały Milner. Obrona też wygląda megasolidnie - Hart pomimo wpadek to na pewno pierwsza piątka golkiperów ligi, a z zestawem obrońców Kompany, Zabaleta, Kolarov, Clichy i Richards oraz wymiatającym pole przed nimi Toure, mało który zespół może stanąć w szranki. Chyba tylko Chelsea. Największym pytaniem pozostaje jakie zmiany będzie chciał wdrożyć Pellegrini i jak szybko uda się wszystko poustawiać, aby maszynka zaczęła funkcjonować. Według mnie nastąpi to szybko i stawiam na to, że w tym sezonie będzie to numer jeden ligi, a dodatkowo - że Citizens ostro zawalczą w LM. Stawiam na bezproblemowe wyjście z grupy, a dalej swobodny kurs co najmniej do półfinału. Oczywiście może się zdarzyć, że wcześniej trafią na Barcelonę lub Real, z którymi po ciężkiej walce odpadną, ale już z Bayernem powinni sobie poradzić. Innych przeciwników godnych MC w Lidze Mistrzów tym sezonie nie będzie.
Typ: pierwsze miejsce w lidze.

2. Chelsea

Poprzedni sezon miała Chelsea bardzo nierówny, co potwierdziło się także w Europie, gdzie jako pierwszy zdobywca LM z hukiem odpadli już na etapie rozgrywek grupowych, aby za kilka miesięcy obcałowywać Puchar UEFA i znaleźć się dzięki temu w bardzo wąskiej grupie zespołów, które triumfowały w
europejskich pucharach rok po roku. Przerwa między sezonami przyniosła przede wszystkim powrót Wyjątkowego aka Szczęśliwego i ma on sprawić, że ten sezon obędzie się bez głupich wpadek w ważnych spotkaniach. Dla Chelsea jest to świetna wręcz wiadomość i uważam, że przez najbliższe 2-3 sezony (bo tyle pewnie spędzi tu Jose) nie zejdą poniżej drugiego miejsca w PL. Tym bardziej, że pod swoje dowództwo dostał ekipę znakomitych zawodników, którzy nieraz w zeszłym sezonie zachwycali - kadrowo na pewno jest to lepszy team niż przy pierwszym podejściu Jose do Chelsea. Mało który zespół na świecie jest w stanie wystawić równie młodą, kreatywną i wirtuozerską technicznie trójkę jak Oskar, Mata oraz Hazard. A przecież doszedł jeszcze Schürrle oraz Willian, a także Eto'o. Z kluczowych graczy nie odszedł nikt, więc w sumie bilans transferowy bardzo mocno na plus. Myślę, że Mourinho będzie miał z co poniektórymi młodymi gniewnymi nieco trudniej niż z Lampardem i Terrym przy poprzedniej bytności - ale z pewnością sobie współpracę poukłada. Wprawdzie trochę przeczy temu casus Maty, ale nie sądzę, żeby Mou chciał się pokłócić z jednym z najlepszych graczy PL. To jest bardziej postawienie na chwilę do kąta, żeby pokazać, kto rozdaje karty niż poważny konflikt. W każdym razie: typuję miejsce numer 2, raptem 1-2 punkty za Manchesterem City.

3. Arsenal

To może być najlepszy sezon Arsenalu od lat, także w Lidze Mistrzów. Arsene Wenger był już prawie na wylocie, ale stał się cud, który dał zespołowi wielkiego pozytywnego kopa. Na pewno Mesut Özil potrzebuje nieco czasu, żeby się zgrać z zespołem, ale jego obecność od pierwszego momentu dała sporo z psychologicznego punktu widzenia. Tyle lat Kanonierzy nie kupowali drogo, az tu nagle ściągają gracza topowego, który udowodnił swoją klasę zarówno w klubie, jak i w reprezentacji, megakreatywnego (patrzcie na to podanie), uwielbiającego zagrywać w tłoku i robiącego to arcyprecyzyjnie. Myślę, że jako główny architekt ofensywy, na którego zwrócone są oczy kibiców (nie co dzień wydaje się 50 milionów na zawodnika) jeszcze bardziej rozkwitnie i zapewni zespołowi nową jakość. Będzie także magnesem do ściągnięcia kolejnych zawodników w przyszłym sezonie - kibice i zawodnicy Realu na pewno nie bez powodu nie mogli się pogodzić z jego odejściem (o efektach tego transferu dla Realu napiszę za kilka dni). A przecież Özil nie będzie na zielonej murawie osamotniony - są tu przecież gracze tej klasy co Giroud, Walcott (choć to ciągle nie ten poziom, który się zapowiadał), Arteta, Rosicky, Cazorla i Wilshere (może wreszcie zacznie grać tak dobrze, jak jest oceniany w piłkarskich grach, hehe), a także Ramsey, którego eksplozję trudno było przewidzieć, ale która z pewnością nie skończy się z dnia na dzień. W sumie będzie miejsce trzecie, o kilka punktów za pierwszą dwójką.

4. Tottenham

Gdyby ktoś powiedział kilka miesięcy temu, że Tottenham więcej w oknie transferowym wyda niż zarobi pomimo sprzedania Bale'a za ok. 100 mln EURO i kilku mniejszym transakcjom, zostałby pewnie zaproszony do najbliższego wariatkowa. A tymczasem tak się właśnie stało, a osoby odpowiedzialne za całość transferowych ruchów należałoby moim zdaniem ozłocić. Bale to jest oczywiście dobry zawodnik, ale nie aż tak dobry. Tymczasem udało się wykorzystać jego bardzo dobry sezon (ale to był dopiero pierwszy taki sezon w jego wykonaniu - we wcześniejszych oczywiście też miał przebłyski, ale patrząc na cyfry bez emocji - tyle samo bramek co w roku poprzednim ustrzelił przez wcześniejsze... cztery) oraz kompletnie oderwane od rzeczywistości myślenie życzeniowe Pereza i sprzedać zawodnika, który i tak byłby nie do zatrzymania w perspektywie 1-2 sezonów za kwotę astronomiczną. Mając w pamięci sprzedaż Özila za 50 mln czy Götze za 37 mln (to wszystko oczywiście sumy kosmiczne - chore jest, że za kopacza piłki ktokolwiek jest skłonny płacić więcej niż kilka mln EURO - ale to nie czas, aby o tym rozprawiać) sam wyceniłbym Bale'a na jakieś 30 mln, więc sprzedanie go za sumę trzykrotnie większą jest naprawdę mistrzowstwem świata. A co jeszcze bardziej warte podkreślenia, to fakt, że pieniądze nie zostały zachomikowane, ale bardzo dobrze wydane: świetni Lamela, Soldado i Paulinho, a do tego perspektywiczni Eriksen, który za rok-dwa może być gwiazdą pierwszej wielkości (niech tylko nabierze siły fizycznej i mentalnej) oraz mniej znani Chadli, Capoue oraz Chiriches (cała trójka to reprezentanci swoich krajów). Trochę zabuksowany początek sezonu (zgrywanie ekipy musi trochę potrwać) spowoduje, że na podium się nie wdrapią, ale w drugiej połowie sezonu będą niezwykle mocni. W sumie miejsce czwarte, tuż-tuż za Arsenalem.

5. Manchester United 


W zeszłym sezonie byli klasą samą dla siebie - patrząc na tabelę widać to wyraźnie - można wręcz powiedzieć, że grali w osobnej, jednozespołowej lidze (zresztą w sezonie wcześniejszym też na szczycie powstała osobna liga, tylko, że dwudrużynowa). Po ostatnim meczu przewaga nad City wynosiła punktów aż 11, a była taka pomimo, że w ostatnich 8 meczach Diabły miał bilans 3-3-2, w tym porażkę w bezpośrednim pojedynku z "hałaśliwymi sąsiadami". A najlepsze, że wcale nie grali wybitnie - całość opierała się głównie na zaprogramowanym w głowach zawodników trybie wygrywania za wszelką cenę oraz kapitalnej formie van Persiego. Fanem Czerwonych Diabłów jestem od lat, ale Holendra nigdy specjalnie nie lubiłem - zresztą, jak wielu pozostałych "gwiazd" Oranje wyłączając Sneijdera - stąd i jego zakupem specjalnie zachwycony nie byłem, ale okazało się to strzałem w dziesiątkę i gdyby nie RvP mógł zeszły sezon wyglądać zupełnie inaczej. Bo niestety, więcej było w nim chaosu, niż porywającej gry, a transfery - poza RvP - przyniosły pożytek bardzo niewielki (szczególnie duży zawód to Kagawa). A na koniec sezonu przyszła wieść hiobowa - przejście Alexa Fergusona na emeryturę. Liczyłem na trenera z górnej półki, marzył mi się Jose Mourinho, a tymczasem pojawił się David Moyes z Evertonu. Pewne było, że to w nowych transferach nie pomoże, ale mimo wszystko liczyłem, że uda się sięgnąć po jakieś topowe nazwisko. Może Modrica, może Fabregasa albo Özila albo chociaż Alcantarę - świetnego technika, który jest dużo przy piłce, jest ruchliwy oraz potrafi błysnąć geniuszem i przy podaniu, i przy dryblingu. Tymczasem zamiast pozyskać jakieś wielkie nazwisko, to bliżej było do jego utraty, gdyż wrócił konflikt na linii Moyes-Rooney. W sumie rzutem na taśmę pozyskano Fellaini'ego, ale nie ukrywajmy, że to nie jest zawodnik, który przeniesie MU na wyższy poziom. Nie kupiono kreatywnego pomocnika, nie postarano się o środkowego obrońcę (Vidic i Ferdinand to była najlepsza para stoperów, ale kilka lat temu), ani o śmigających wzdłuż linii bocznych pracusiów (forma Naniego oraz Valencii najgorsza od lat, Ashley Young bezproduktywny), a próbowano ściągnąć Coentrao (po co jak jest Evra, który akurat nie zawodził?). Efekt jest taki, że szczególnie w drugiej linii wygląda to bardzo, bardzo słabo - pewnie, że na ligowych słabiaków oraz fazę grupową LM wystarczy, ale nie mam żadnych wątpliwości, że niezależnie kogo desygnuje do gry Moyes, to nie uda się skutecznie walczyć na przykład z takim Toure, ani płynnie kreować ofensywnych akcji. Środek pola Carrick-Fellaini może być niezłą zaporą w defensywie, ale ofensywa leży. Jeśli nie obudzi się Kagawa, to chyba najrozsądniej byłoby umieścić jako "10" Rooneya albo Welbecka. Tak, wiem, że Carrick ma świetne statystki podań, ale od kiedy pojawił się w MU, to cały czas uważam, że to jest za mały kaliber dla tego klubu. Pamiętam jak kuriozalnie i panicznie grał w starciach z Barceloną w finałach LM, w trakcie których wyglądał przy Xavim i Inieście jak uczniak (a przecież ktoś go nazywał "angielskim Xavim"). Jak dał się przepchnąć niższemu o pół głowy Olicovi w meczu z Bayernem w 2010 roku, choć ten miał dalej do piłki (kluczowa bramka na 3-1). Jak dał się ograć Modricowi w meczu z Realem przy golu na 1-1. Oczywiście wiadomo, że nie ma zawodnika, który nigdy nie robi błędów, a Carrick grać w piłkę umie, jest regularny i solidny, ale zupełnie pozbawiony błysku. A teraz dokupiono Fellainiego, który w wielu aspektach przypomina Anglika i boję się, że konstruowanie ofensywnych akcji może w tym sezonie wyglądać bardzo biednie. A że z ataku, jak i w obronie również sytuacja nie jest zbyt różowa, to bardzo się boję, że to będzie najsłabszy sezon MU od lat. W LM raczej dalej jak w ćwierćfinale nie zagrają, a w PL - biorąc pod uwagę zbrojenia dokonane przez głównych konkurentów - stawiam na to, że zespół skończy ligę dopiero na miejscu piątym. I może to być pierwszy z kilku sezonów, w którym będą walczyć o pozycje 3-5.

Na miejscach 6-7 zespoły pozostaja bez zmian, tylko zamieniają się miejscami. Liverpool przeskoczy Everton, dzięki jeszcze lepszej dyspozycji Suareza (facet nieco chory na głowę, ale grać potrafi), dobrej formie wypożyczonego Sturridge'a oraz nowym nabytkom (Cissokho, Luis Alberto i Aspas). Defensywa też jest co najmniej solidna (może odnajdzie się Kolo Toure), w pomocy liczyć trzeba na ostatnie podrygi Gerrarda (33 lata), może wreszcie od kontuzji opędzi się Lucas. Wszystko to pod okiem stawiającego na posiadanie piłki Brendana Rodgersa. Everton będzie kilka punktów za nimi - Moyes jako trener Manchesteru widzi mi się słabo, ale do swojego poprzedniego klubu pasował idealnie. Teraz, pod okiem Roberto Martineza będzie pewnie ładniej dla oka, ale wyniki mogą być poniżej oczekiwań - w pojedynkach z mocnymi zespołami zawodnicy będą w stanie im napsuć sporo krwi, ale ze słabiakami będą częściej zaliczać wpadki.

Dalsze typowanie przypomina wróżenie z fusów, bo też środek tabeli i jej dolne strefy są zwykle miejscem wściekłej walki i różnice punktowe są minimalne - w zeszłym sezonie miejsce 8. od 16. dzieliło raptem 8 punkcików, a 8. od 18. (to już spadek) - punktów 13. A rok wcześniej - 9 punktów od miejsca 8. do 15. oraz 15 punktów od 8. do 18. Tutaj jedna-dwie kontuzje, jedna-dwie nieuznane/zaliczone bramki, wymyślony karny mogą być kwestią życia i śmierci. W każdym razie stawiam tak:
8. Swansea - Michael Laudrup i Michu zrobią swoje, choć pewnie to będzie ich ostatni rok w klubie.
9. WBA - ciekawy team, choć ławka nieco przykrótka.
10. Aston Villa - Paul Lambert, młode wilki i Agbonlahor pójdą mocno do przodu.
11. West Ham  - topornie (wrzutki i walka), ale wystarczająco skutecznie na środek tabeli.
12. Southampton
13. Stoke - walka, walka, walka, ale raz jeszcze dadzą radę z utrzymaniem.
14. Norwich
15. Fulham
16. Sunderland

Koniec tabeli to oczywiście trzech beniaminków, a do nich dopinam jeszcze Newcastle. Cardiff z trudem, bo z trudem, ale utrzyma się na jeszcze jeden-dwa sezony. Pozostałe zespoły - Newcastle, Crystal Palace oraz Hull Tigers (w takiej właśnie kolejności) - zamkną tabelę i w przyszłym sezonie będą walczyć w Championship.